Upadek
Upadek najprostszych prawideł myślowych
Czy tak trudno sobie to wyobrazić
Wystarczy mały przycisk
By zamienić wszystko w pył
Obłęd!
Karmieni pozorami bezpieczeństwa
Stoimy w przededniu zagłady
Nasze krzyki ucisza się w mediach
Lecz dlaczego ty ich nie słyszysz?
Obłęd!
Psychopaci bawiący się w politykę
Dobrze wiem o co im chodzi
Chcą byśmy żyli w ciągłym strachu
Czy naprawdę tego nie widzisz?
Wychowany w ciągłej obawie
Nie myślisz o zmianie
To właśnie część ich planu
Czy twoja droga na przetrwanie?
Obawa przed zmianą
Plan wykonany
To ludzkie szaleństwo
To upadek...
Poszanowanie Różnorodności
Kiedy jakakolwiek inność
Nie ma szans na akceptację
A słowa nie trafiają do umysłu
Nie ma najmniejszej nadziei
Stańmy w obronie odmienności!
Wychowanie oparte na zakłamaniu
Chore, moralne prawa
Katolicki, przykładny wzorzec
Silny pieprzony reproduktor
Stańmy w obronie odmienności
W Piekle Codzienności
Ból...
Ból istnienia...
Twe żyły krwawiące, a flaki wyprute
Sprzedajesz swe życie za ochłapy z ich stołu
Karmiony kłamstwami żyjesz w ciągłej ułudzie
Wierząc, że kiedyś wybijesz się w górę
Zabijasz się by żyć...
Sprzedajesz swe życie za kawałek chleba
Zabijasz swoją duszę...
Myśląc tylko o tym, żeby jakoś przetrwać
Co dzień od nowa osiem godzin śmierci
Obłędne koło szaleńczej mordęgi
Harujesz na bandę jebanych darmozjadów
Którzy z taką chęcią ciebie poniżają
Zabijasz się by żyć...
Sprzedajesz swe życie za kawałek chleba
Zabijasz swoją duszę...
Gnijąc w piekle codzienności
Inwencja pogrzebana w codziennej rutynie
Mija dzień za dniem - jakby ich nie było
Przykuty łańcuchem pieniężnych zależności
Okradziony z młodości, godności, wolności
Obłędna Rzeczywistość
Kolejna kartka zerwana z kalendarza
Kolejny rok nie przynoszący zmian
To samo gówno wciąż szczelniej nas otacza
Kolejny przyjaciel odchodzi w siną dal...
Otoczeni przez coraz młodsze twarze
Cynicznie traktujemy ich młodzieńczą wiarę
Entuzjazm uznajemy już tylko za naiwność
Lecz to co dookoła nie mierzi przez to mniej
Pierdolona rzeczywistość prowadzi do obłędu
Cynizm, zgorzknienie, nihilizm... autodestrukcja
Pozbawieni nadziei, lecz wciąż niepogodzeni
Nie potrafimy sprostać presji codzienności
Zbyt mocno naciągnięte ramy wrażliwości
Pękają pchając w objęcia frustracji
Czekając kiedy koniec przyniesie wybawienie
Miotamy się w klatce opadając z sił
Ucieczka w nałogi, chwilowe zapomnienie
O krwi, która co dzień płynie z naszych żył
Rejs Ku Zagładzie
Opętańcza jazda wprost w radioaktywne słońce
Ponuro błyszczące na czarnym niebie
Dookoła steru pajace w garniturach
Uśmiechami skrywający to co każdy już wie
Zbiorowe szaleństwo wciąż każe nam wierzyć
Że ten okręt jest jeszcze pod jakąś kontrolą
Że płyniemy tam dokąd chcemy
By zawinąć do bezpiecznej przystani
Otwórz oczy! Kapitan oszalał!
Płyniemy jak ślepcy! Ten rejs to zagłada!
Otumanieni wciąż jeszcze wierzycie w ich kłamstwa
Bo bez cienia nadziei zbyt ciężko jest żyć
A szaleńcy przy władzy będą przy nich obstawać
Póki Ziemia nie zamieni się w pył
Nikt nie chce przyznać, że ster jest złamany
Wyścig o władzę każe wciąż im się śmiać
Zaślepieni liczą na ocalenie w szalupach
Póki co niczym szczury walcząc o ster
Bastard
Minione lata nie zmieniły myślenia
Policyjne myślenie nigdy się nie zmienia
Jesteśmy chronieni przez "stróżów prawa"
Których podporą jest ten chory system
Czy na ulicy jesteś bezpieczny
Słysząc sygnał policji?
Pomyśl, kogo za to winić
Że mogą bezkarnie nadużywać siły?
Czy znasz sposoby rozbijania demonstracji?
Pozorna ochrona przeradza się w nienawiść
Tu nie liczą się żadne prawa
Tu liczy się tylko pała
Cywilizacja Jednorazowego Użytku
Duszę się
W dżungli z betonu
Bez deszczu i słońca
Uwięziony wśród murów
Duszę się
Oddychając ołowiem
W bezkresnym korku
Na autostradzie donikąd
Nikt nie pamięta o prawach przyrody
Której niestety się nie da przekupić
Zbiorowa psychoza bezmyślnej konsumpcji
Chciwość silniejsza od chęci przetrwania
Bezdrzewny krajobraz - brak szansy na deszcz
Postęp i komfort mają swą cenę
Spękana Ziemia cierpi w milczeniu
Dla jej mieszkańców nie będzie już jutra
Zamknięty Rozdział
Podnieś głowę, ostatni raz popatrz na niebo
Pożegnaj się z odchodzącym światem
Spójrz, sępy kłębią się na czarnym firmamencie
Czując, że tym razem i one znajdą się wśród ofiar
Tam w oddali krwawa łuna płonie na zachodnim niebie
Niespokojna przyroda przeczuwa co się wydarzy
Tylko ten stworzony na obraz i podobieństwo Boga
Nadal nie rozumie co spowodował
Zaślepiony w poczuciu własnej wszechmocy
Uznał się za władcę, nie ucznia natury
Postanowił narzucić jej własne prawa
l po swój kres będzie pewien, że to mu się uda
Do końca będzie wierzył w swoją potęgę
Nie mogąc pojąć, że to już zamknięty rozdział...
Ogień! Ziemia płonie odpływając w wieczystość
Człowiek! Dostaje od dawna należną zapłatę
Ziemia! Spopielona planeta rozwiana przez wiatr
Koniec! Ostatni rozdział w historii ludzkości
Żadnych wniosków - przez tyle tysiącleci
Chciwość i głupota wykluczały myślenie
Eksploatacja zamiast koniecznej protekcji
Ludzka bezmyślność o koniec istnienia
Wymarła planeta - ponure ostrzeżenie
Dla istot, które odkryją kiedyś ziemię
Być może one wyciągną jakieś wnioski
Z legendy o istocie, która chciała być Bogiem
Czas Końca Wieku
Na niebie płonącym blaskiem jutrzenki
Widziałem dziś ptaka pozbawionego skrzydeł
Leciał wysoko jakby nic się nie stało
Tylko krakał straszliwie, dziobem szarpiąc swe rany
To znak! Znak czasów, w jakich żyjemy
Czasów, w których ogień miesza się z wodą
To znak! Przerażający dowód
Że przekraczamy punkt, z którego nie ma odwrotu
Nędza z bogactwem, szczęście z cierpieniem
A nade wszystko mądrość z głupotą
Wszystko zmieszane w imię "postępu"
Już nawet dzień myli się z nocą
Na Krawędzi Życia
Zrzuca skórę lisa
Gdy słyszy oddechy myśliwych
Jak łyk powietrza każdego dnia
Ich drapieżna chęć krwi
Choć niepokojący strach
Prowokuje go do walki
Znów chowa głowę w piach
Wbrew jakiejkolwiek logice
W błagalnym spojrzeniu
Jego oczy nie potrafią kłamać
Ciało które szuka ucieczki
Szczerzy kły
W rozpaczy i histerii
Ten potworny krzyk
Skowyt stworzenia
Które tak bardzo
Chce żyć!
Męski Świat
Pierdolenie, twoje seksistowskie myślenie
Zniewolenie to twe męskie podejście
To męski świat
W którym liczy się tylko jebanie
Kobieta nie jest własnością mężczyzny
Kobieta nie jest jego niewolnicą
Ty myślisz inaczej
Myślisz swoimi mięśniami
Ty myślisz inaczej
Myślisz swoim kutasem
Won! Wypierdalaj stąd
Seksistowska świnio
Won! Wypierdalaj stąd
Seksistowski debilu
Zwiastun
Paranoja życia nie zna granic
Człowiek u szczytu potęgi
Zaślepiony, chory umysł
Bezmyślnie kroczy na własną rzeź
Produkcja atomowej zbrodni
Erupcja nienawiści drzemiącej w ludzkości
Żadnych szans przetrwania
Zniszczenie, zagłada!
Widmo czerni wyłania się z blasku
Choć słońce wzeszło o świcie
Bezlitosna śmierć zbierze swe żniwo
Ponury zwiastun nadchodzącej ciszy!
Fundament
Wymyślny proces tresowania twego mózgu
Wszystko po to by cię odpowiednio wykorzystać
Samodzielne myślenie przerasta twoje siły
Wystarczą schematy narzucone przez innych
Podłóżmy bombę pod fundament systemu!
Twoja świadomość jest dla nich zagrożeniem!
Porządek oparty na przymusie
Przymusowe podatki na państwa utrzymanie
Wszystko dokładnie przemyślane
By zapewnić ciągłość władzy tej politycznej bandzie