Niusy Biografia Dyskografia Koncerty Zdjęcia Wywiady Recenzje MP3+Teksty Kontakt Linki


Niusy
Biografia
Dyskografia
Koncerty
Zdjęcia
Wywiady
Recenzje
MP3+Teksty
Kontakt
Linki

Sprawdźcie kawałki :


plik Mp3, jakość 128kB 44100 Joint Stereo, 3.64MB


plik Mp3, jakość 128kB 44100 Joint Stereo, 3.11MB


plik Mp3, jakość 128kB 44100 Joint Stereo, 4.24MB

Video Live Warszawa :

(23kB)
Punk & Disorderly 2003 Warszawa

Upadek

Upadek najprostszych prawideł myślowych
Czy tak trudno sobie to wyobrazić
Wystarczy mały przycisk
By zamienić wszystko w pył

Obłęd!

Karmieni pozorami bezpieczeństwa
Stoimy w przededniu zagłady
Nasze krzyki ucisza się w mediach
Lecz dlaczego ty ich nie słyszysz?

Obłęd!

Psychopaci bawiący się w politykę
Dobrze wiem o co im chodzi
Chcą byśmy żyli w ciągłym strachu
Czy naprawdę tego nie widzisz?

Wychowany w ciągłej obawie
Nie myślisz o zmianie
To właśnie część ich planu
Czy twoja droga na przetrwanie?

Obawa przed zmianą
Plan wykonany
To ludzkie szaleństwo
To upadek...


Poszanowanie Różnorodności

Kiedy jakakolwiek inność
Nie ma szans na akceptację
A słowa nie trafiają do umysłu
Nie ma najmniejszej nadziei

Stańmy w obronie odmienności!

Wychowanie oparte na zakłamaniu
Chore, moralne prawa
Katolicki, przykładny wzorzec
Silny pieprzony reproduktor

Stańmy w obronie odmienności


W Piekle Codzienności

Ból...
Ból istnienia...

Twe żyły krwawiące, a flaki wyprute
Sprzedajesz swe życie za ochłapy z ich stołu
Karmiony kłamstwami żyjesz w ciągłej ułudzie
Wierząc, że kiedyś wybijesz się w górę

Zabijasz się by żyć...
Sprzedajesz swe życie za kawałek chleba
Zabijasz swoją duszę...
Myśląc tylko o tym, żeby jakoś przetrwać

Co dzień od nowa osiem godzin śmierci
Obłędne koło szaleńczej mordęgi
Harujesz na bandę jebanych darmozjadów
Którzy z taką chęcią ciebie poniżają

Zabijasz się by żyć...
Sprzedajesz swe życie za kawałek chleba
Zabijasz swoją duszę...
Gnijąc w piekle codzienności

Inwencja pogrzebana w codziennej rutynie
Mija dzień za dniem - jakby ich nie było
Przykuty łańcuchem pieniężnych zależności
Okradziony z młodości, godności, wolności


Obłędna Rzeczywistość

Kolejna kartka zerwana z kalendarza
Kolejny rok nie przynoszący zmian
To samo gówno wciąż szczelniej nas otacza
Kolejny przyjaciel odchodzi w siną dal...

Otoczeni przez coraz młodsze twarze
Cynicznie traktujemy ich młodzieńczą wiarę
Entuzjazm uznajemy już tylko za naiwność
Lecz to co dookoła nie mierzi przez to mniej

Pierdolona rzeczywistość prowadzi do obłędu
Cynizm, zgorzknienie, nihilizm... autodestrukcja

Pozbawieni nadziei, lecz wciąż niepogodzeni
Nie potrafimy sprostać presji codzienności
Zbyt mocno naciągnięte ramy wrażliwości
Pękają pchając w objęcia frustracji

Czekając kiedy koniec przyniesie wybawienie
Miotamy się w klatce opadając z sił
Ucieczka w nałogi, chwilowe zapomnienie
O krwi, która co dzień płynie z naszych żył


Rejs Ku Zagładzie

Opętańcza jazda wprost w radioaktywne słońce
Ponuro błyszczące na czarnym niebie
Dookoła steru pajace w garniturach
Uśmiechami skrywający to co każdy już wie

Zbiorowe szaleństwo wciąż każe nam wierzyć
Że ten okręt jest jeszcze pod jakąś kontrolą
Że płyniemy tam dokąd chcemy
By zawinąć do bezpiecznej przystani

Otwórz oczy! Kapitan oszalał!
Płyniemy jak ślepcy! Ten rejs to zagłada!

Otumanieni wciąż jeszcze wierzycie w ich kłamstwa
Bo bez cienia nadziei zbyt ciężko jest żyć
A szaleńcy przy władzy będą przy nich obstawać
Póki Ziemia nie zamieni się w pył

Nikt nie chce przyznać, że ster jest złamany
Wyścig o władzę każe wciąż im się śmiać
Zaślepieni liczą na ocalenie w szalupach
Póki co niczym szczury walcząc o ster


Bastard

Minione lata nie zmieniły myślenia
Policyjne myślenie nigdy się nie zmienia
Jesteśmy chronieni przez "stróżów prawa"
Których podporą jest ten chory system

Czy na ulicy jesteś bezpieczny
Słysząc sygnał policji?
Pomyśl, kogo za to winić
Że mogą bezkarnie nadużywać siły?

Czy znasz sposoby rozbijania demonstracji?
Pozorna ochrona przeradza się w nienawiść
Tu nie liczą się żadne prawa
Tu liczy się tylko pała


Cywilizacja Jednorazowego Użytku

Duszę się
W dżungli z betonu
Bez deszczu i słońca
Uwięziony wśród murów

Duszę się
Oddychając ołowiem
W bezkresnym korku
Na autostradzie donikąd

Nikt nie pamięta o prawach przyrody
Której niestety się nie da przekupić
Zbiorowa psychoza bezmyślnej konsumpcji
Chciwość silniejsza od chęci przetrwania

Bezdrzewny krajobraz - brak szansy na deszcz
Postęp i komfort mają swą cenę
Spękana Ziemia cierpi w milczeniu
Dla jej mieszkańców nie będzie już jutra


Zamknięty Rozdział

Podnieś głowę, ostatni raz popatrz na niebo
Pożegnaj się z odchodzącym światem
Spójrz, sępy kłębią się na czarnym firmamencie
Czując, że tym razem i one znajdą się wśród ofiar
Tam w oddali krwawa łuna płonie na zachodnim niebie
Niespokojna przyroda przeczuwa co się wydarzy
Tylko ten stworzony na obraz i podobieństwo Boga
Nadal nie rozumie co spowodował
Zaślepiony w poczuciu własnej wszechmocy
Uznał się za władcę, nie ucznia natury
Postanowił narzucić jej własne prawa
l po swój kres będzie pewien, że to mu się uda
Do końca będzie wierzył w swoją potęgę
Nie mogąc pojąć, że to już zamknięty rozdział...

Ogień! Ziemia płonie odpływając w wieczystość
Człowiek! Dostaje od dawna należną zapłatę
Ziemia! Spopielona planeta rozwiana przez wiatr
Koniec! Ostatni rozdział w historii ludzkości

Żadnych wniosków - przez tyle tysiącleci
Chciwość i głupota wykluczały myślenie
Eksploatacja zamiast koniecznej protekcji
Ludzka bezmyślność o koniec istnienia

Wymarła planeta - ponure ostrzeżenie
Dla istot, które odkryją kiedyś ziemię
Być może one wyciągną jakieś wnioski
Z legendy o istocie, która chciała być Bogiem


Czas Końca Wieku

Na niebie płonącym blaskiem jutrzenki
Widziałem dziś ptaka pozbawionego skrzydeł
Leciał wysoko jakby nic się nie stało
Tylko krakał straszliwie, dziobem szarpiąc swe rany

To znak! Znak czasów, w jakich żyjemy
Czasów, w których ogień miesza się z wodą
To znak! Przerażający dowód
Że przekraczamy punkt, z którego nie ma odwrotu

Nędza z bogactwem, szczęście z cierpieniem
A nade wszystko mądrość z głupotą
Wszystko zmieszane w imię "postępu"
Już nawet dzień myli się z nocą


Na Krawędzi Życia

Zrzuca skórę lisa
Gdy słyszy oddechy myśliwych
Jak łyk powietrza każdego dnia
Ich drapieżna chęć krwi
Choć niepokojący strach
Prowokuje go do walki
Znów chowa głowę w piach
Wbrew jakiejkolwiek logice
W błagalnym spojrzeniu
Jego oczy nie potrafią kłamać
Ciało które szuka ucieczki
Szczerzy kły
W rozpaczy i histerii
Ten potworny krzyk
Skowyt stworzenia
Które tak bardzo
Chce żyć!


Męski Świat

Pierdolenie, twoje seksistowskie myślenie
Zniewolenie to twe męskie podejście

To męski świat
W którym liczy się tylko jebanie

Kobieta nie jest własnością mężczyzny
Kobieta nie jest jego niewolnicą

Ty myślisz inaczej
Myślisz swoimi mięśniami
Ty myślisz inaczej
Myślisz swoim kutasem

Won! Wypierdalaj stąd
Seksistowska świnio
Won! Wypierdalaj stąd
Seksistowski debilu


Zwiastun

Paranoja życia nie zna granic
Człowiek u szczytu potęgi
Zaślepiony, chory umysł
Bezmyślnie kroczy na własną rzeź

Produkcja atomowej zbrodni
Erupcja nienawiści drzemiącej w ludzkości
Żadnych szans przetrwania
Zniszczenie, zagłada!

Widmo czerni wyłania się z blasku
Choć słońce wzeszło o świcie
Bezlitosna śmierć zbierze swe żniwo
Ponury zwiastun nadchodzącej ciszy!


Fundament


Wymyślny proces tresowania twego mózgu
Wszystko po to by cię odpowiednio wykorzystać
Samodzielne myślenie przerasta twoje siły
Wystarczą schematy narzucone przez innych


Podłóżmy bombę pod fundament systemu!
Twoja świadomość jest dla nich zagrożeniem!


Porządek oparty na przymusie
Przymusowe podatki na państwa utrzymanie
Wszystko dokładnie przemyślane
By zapewnić ciągłość władzy tej politycznej bandzie


Strona Główna / Niusy / Biografia / Dyskografia / Koncerty / Zdjęcia / Wywiady / Recenzje / Teksty+MP3 / Kontakt / Linki